wtorek, 26 lipca 2011

Cyfrowy Kochanowski w nowym podręczniku

Pisze: Bartosz Mazurek
W zeszłym tygodniu media obiegła wiadomość o tym, że Ministerstwo Edukacji Narodowej chce wprowadzić do szkoły e-podręczniki, na tych samych zasadach na jakich używamy obecnych tradycyjnych wersji. Młodzież krzyknęła "hura!", organizacje pozarządowe zajmujące się edukacją, krzyknęły "nareszcie!". Wokół "radosnej szkoły" zapanowała entuzjastyczna atmosfera, której wcale nie mam zamiaru studzić, bo sam się ciesze z tego, że wprowadza się taki przepis. Jednak w głowie zapala się czerwona lampka. Zacząłem się zastanawiać nad tym, jak będę takiego podręcznika? No dobrze, po południu w domu nie będzie problemu, bo jest komputer, ale co w ciągu dnia, w szkole? Mam laptopa, ale laptop jest ciężki, duży, potrzebuje energii, żeby być włączonym non-stop, no i który nauczyciel mi pozwoli zasłonić się laptopem - "No pewnie, w pasjansa sobie będzie grał". Pomysł używania e-podręcznika powoli upada. Zostają jeszcze tablety, ale nawet na te obiecane przez Waldemara Pawlaka się nie załapię, nie mówiąc już o kupnie takiego gadżetu. Podobnie jak większość polskich uczniów, po prostu mnie na to nie stać. Kubeł zimnej wody ostudza więc moje emocje i wpisuje "e-podręcznik" na listę marzeń ściętej głowy. Przy okazji proponuję wprowadzenie programu "Uczeń na swoim", dzięki któremu Państwo będzie dokładać do zakupu czytników nowych, elektronicznych podręczników. Życzę szczęścia rocznikowi 2004, który teraz zaczyna szkołę.

0 komentarzy: